Unia to wspaniały sukces Europejczyków, ale my, Polacy możemy się teraz czuć w niej trochę „zagubieni”. Najpierw bowiem o Unii tylko marzyliśmy, potem się z Unią stowarzyszyliśmy, następnie prowadziliśmy długie i trudne negocjacje, aby do niej przystąpić. I się udało. Ale samo członkostwo, to nie wszystko, trzeba umieć jeszcze z niego korzystać. Musieliśmy się więc nauczyć tej Unii, poznawać jak poruszać się po Brukseli, jak walczyć o własne interesy, jak korzystać z unijnych funduszy... W końcu, jak zgłębiliśmy już tę trudną sztukę bycia wewnątrz nadszedł... kryzys. Kryzys finansowy, kryzys gospodarczy, kryzys uchodźczy, a w końcu i kryzys polityczny. Unia stanęła na zakręcie, a my razem z nią.
Oczywiście w Europie, podobnie jak w Polsce, zwłaszcza po prawej stronie sceny politycznej, nie brakuje tych, którzy na wieść o rozpadzie Wspólnoty czekają z szampanem. Dla nich byłoby to wyzwolenie od niby „europejskiego jarzma”. Dla nich Polska znowu byłaby Polską, tak jak Niemcy - Niemcami, Francja – Francją… Znowu każdy kraj mógłby zabiegać o swoje bez brukselskiego pośrednictwa. Ale, czy w takiej Europie udałoby się utrzymać spokój i pokój?
Historia jednoznacznie pokazuje, że Stary Kontynent, przeorany granicami i wzajemnymi niechęciami, to Europa bezwzględnej konkurencji, to kontynent wojen handlowych, protekcjonizmów, układów jednych przeciwko drugim, aż w końcu obszar nieustannych konfliktów zbrojnych. Czy w takiej Europie i w świecie obcych sobie państw, byłoby miejsce na autonomię i suwerenność małych państewek? Czy one dałyby sobie radę z Niemcami, Chinami, w końcu z Rosją? Odpowiedź na tę wątpliwość raczej nasuwa się sama.
Lepiej może więc pomyśleć o tym, czy kryzys Wspólnoty musi być dla nas zagrożeniem? A może jest to szansa! Może broniąc się przed najgorszym, trzeba wzmocnić Unię i stopniowo przekształcać ją w federację europejską, w jedno państwo? Z prawdziwym rządem zamiast Komisji Europejskiej, z dwuizbowym Parlamentem, z budżetem opartym na wpływach z podatków, a nie ze składek państw członkowskich, z euro jako wspólną walutą obowiązującą we wszystkich krajach, że wspólną polityką obronną i wspólną armią...
W sytuacji barku stabilności i niepewnego jutra debata o przyszłości Unii nabiera tempa, szczególnie w Europie, ale powinna także i w Polsce. Kto wie bowiem, czy już wkrótce nie staniemy przed pytaniem dla nas zasadniczym: chcemy współtworzyć nową Wspólnotę idącą w kierunku europejskiej federacji, czy też wolimy pozostać gdzieś na peryferiach Starego Kontynentu bez wpływów, bez znaczenia, bez przyjaciół i bez gwarancji bezpieczeństwa?
Adam Szejnfeld
Poseł do Parlamentu Europejskiego
www.szejnfeld.pl
www.kobiecastronazycia.pl
www.facebook.com/PoselSzejnfeld/
www.twitter.com/szejnfeld
www.instagram.com/szejnfeld/
