O autorze
Adam Szejnfeld – były radny, burmistrz, wiceminister gospodarki. Poseł III, IV, V, VI i VII kadencji Sejmu RP. Autor słynnego antybiurokratycznego i progospodarczego „Pakietu Szejnfelda”. Urodzony 13 listopada 1958r. w Kaliszu, mgr prawa – ukończył Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Wydział Prawa i Administracji, kierunek prawo. W przeszłości działacz społeczny i związkowy – w latach osiemdziesiątych członek legalnej i podziemnej ,,Solidarności”, internowany w więzieniach we Wronkach i w Gębarzewie. W latach 2007 – 2009 Sekretarz Stanu w Ministerstwie Gospodarki. W obecnej VII kadencji Sejmu jest przewodniczący Komisji Nadzwyczajnej do rozpatrzenia projektów ustaw deregulacyjnych (wcześniej był przewodniczącym sejmowej Komisji Skarbu Państwa). Jest także członkiem Akademii Polskiego Sukcesu, Kapituły Konkursu „Teraz Polska”, Rady Programu „Polski Sukces” Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska”, Kapituły „Fair Play” Instytutu Badań nad Demokracją i Przedsiębiorstwem Prywatnym oraz Cent For Future i Perły Polskiej Gospodarki anglojęzycznego miesięcznika Polish Market.

Dyskontynuacja

W nocy z 18 na 19 lipca 64 roku n.e. zabudowania Rzymu długo rozświetlał jedynie blask księżyca. Tuż przed świtem „Wieczne Miasto” zapłonęło jednak innym światłem. Zarówno na wąskich ulicach, jak i na placach gwałtownie rozprzestrzeniał się pożar, a Rzym doświadczył jednego z największych nieszczęść w swej historii. Cesarz Neron, który rozkazał pijanym pretorianom rozniecenie tego niszczącego ognia, patrzył ze spokojem na płonące miasto i dorobek wielu pokoleń. Jego decyzja była podobno podyktowana marzeniami o zbudowaniu nowej metropolii. Żeby ten plan zrealizować, trzeba było jednak dokonać zagłady miasta budowanego przez jego poprzedników...

Na całe szczęście w historii ludzkości władców, którzy w imię własnych partykularnych interesów obracali w popiół dorobek poprzednich pokoleń, nie było aż tak wielu. Panuje bowiem dość powszechne przekonanie, że ciągłość i dbanie o rację stanu to naczelne zasady funkcjonowania państw i narodów. Dochowanie tego, to obowiązek tych, którzy przejmują rządy po poprzednikach, a po zakończeniu swojej misji przekazują rządzenie następcom. Władza bowiem przemija, ale państwo nie. Ma trwać wiecznie!

Po ’89 roku poczucie wspólnoty i nadrzędności racji stanu było w Polsce niezwykle silne. Doskonałym tego przykładem były choćby prace nad Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej. Pracowali nad nią politycy wszystkich frakcji - od lewa, poprzez centrum, na prawicy kończąc – także eksperci, autorytety prawne i moralne. Cel był jeden - połączenie polskich obywateli dokumentem naczelnym. Stało się tak pomimo istniejących, często głębokich podziałów politycznych, pomimo kilkudziesięciu lat powojennego rozdarcia, pomimo różnych sympatii i antypatii…. W Konstytucji RP zostały zawarte wartości istotne dla nas wszystkich, jak i każdego z osobna. Równość, wolność, praworządność, sprawiedliwość, tolerancja, otwartość... To zapisy, których zobowiązaliśmy się przestrzegać, niezależnie od tego, kto znajduje się w danej chwili u władzy.

Podobnie w polityce zagranicznej. Wejście do światowej rodziny demokratycznych państw, otwarcie się na liberalną gospodarkę, umocnienie pozycji w regionie, a przede wszystkim członkostwo w NATO i w Unii Europejskiej. Taka strategia, te cele, nie dzieliły nawet najbardziej zwaśnionych „politycznych rodzin”. Jeśli wewnętrznie się spieraliśmy, zawsze na zewnątrz byliśmy w stanie pokazać jedną, zjednoczoną i zdeterminowaną twarz. Wspólny front spowodował, że Polska stała się jednym z najważniejszych i najbardziej szanowanych krajów Unii Europejskiej, a nasi przedstawiciele zaczęli zajmować najwyższe stanowiska.

Jak jest dzisiaj? Hym… każdy widzi. Trudne kompromisy wypracowywane przez lata ponad politycznymi podziałami, niczym mury antycznego Rzymu, w ciągu zaledwie „kilu chwil” zostały zrównane z ziemią. Zapisy Konstytucji RP niewiele już znaczą dla obecnie rządzących, ciągłość polityki zagranicznej została przerwana, a pozycja Polski na arenie międzynarodowej sięgnęła niemalże dna. Powołując się na rację stanu, niby interes suwerena i szczególnie rozumiane dobro narodu, obecna władza niszczy, z takim trudem zbudowane, podstawy współistnienia nas wszystkich razem ponad podziałami. Liczy się tylko jedno – realizacja wizji jednego człowieka. Historia ma być napisana na nowo, a dotychczasowi bohaterowie mają iść w zapomnienie. Powstać ma „nowe państwo” z „nowym narodem” i to na „nowym fundamencie”.

Czy w takiej sytuacji można mieć w Polsce jeszcze jakiekolwiek nadzieje na działania wszystkich ponad podziałami? Na pracę w imię wspólnego dobra, jakim powinna być bezpieczna Polska w silnej Europie? Niestety, wydaje się, że pierwszy raz w naszej historii od 1989 roku już nie. Przyjęto chyba bowiem zasadę „co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr”. Pierwszy raz w minionym ćwierćwieczu zapanowała zasada dyskontynuacji.


Adam Szejnfeld
Poseł do Parlamentu Europejskiego
www.szejnfeld.pl
www.kobiecastronazycia.pl
www.facebook.com/PoselSzejnfeld/
www.twitter.com/szejnfeld
www.instagram.com/szejnfeld/
Trwa ładowanie komentarzy...