Miłość nie do zastąpienia

Życie młodego człowieka w starożytnej Sparcie nie należało do najłatwiejszych. Każde nowonarodzone dziecko było poddawane ocenie przez radę starszych, tzw. geruzję. To oni decydowali, czy noworodek jest wystarczająco zdrowy i silny, aby mógł pozostać przy życiu. Rodzice dzieci, których oszczędził los, nie mogli jednak cieszyć się szczęściem rodzinnym zbyt długo. Każdy siedmiolatek trafiał bowiem do koszar, gdzie był przygotowywany do służby w wojsku. Także wychowaniem dziewcząt zajmowało się państwo, które wpajało im zasady potrzebne przyszłym matkom żołnierzy: miłość ojczyzny oraz hart fizyczny i moralny.

No cóż, w późniejszych czasach oraz w innych regionach świata dzieciom wcale nie było łatwiej. Tak naprawdę dopiero pod koniec XVIII wieku rodzice zaczęli trochę inaczej spoglądać na swoje potomstwo. Może nadal nie poświęcano zbyt wiele uwagi ich życiu, wychowaniu, czy ogólnie ujmując szczęściu, ale przynajmniej zauważano, że mimo niewielu wiosen, są w stanie myśleć, rozumieć i czuć. Że są tacy sami, jak dorośli.


Dzisiaj dzieci mają zupełnie inny status niż kiedykolwiek w przeszłości. Stały się oczkiem w głowie już nie tylko rodziców i dziadków, ale i władz państwowych. Z tych powodów ich potrzeby zaczęły się liczyć w polityce nie mniej, jak sprawy gospodarki czy finansów. Podchodzimy do nich z niemalże naukową precyzją, każde ich zachowanie szczegółowo analizujemy i badamy. Chcemy zrozumieć, jak dzieciństwo wpływa potem na całe ich życie. W konsekwencji powstało wiele modeli wychowania najmłodszych od chyba nowoczesnej skrajności, jaką obserwujemy w Skandynawii, po tradycyjny model nadal kultywowany na południu Europy.

W Szwecji strach nawet krzyknąć na dziecko, a cóż dopiero użyć klapsa jako formy wychowawczej. Mogłoby to skończyć się nawet więzieniem, ale już na pewno wielkimi nieprzyjemnościami. Można stracić potomstwo, gdyż zostanie rodzicom odebrane. Specjalna policja, kuratorzy i psycholodzy czuwają nad prawami dzieci do takiego stopnia, że można pomyśleć, iż stoją one ponad prawem innych obywateli, w tym i ich własnych rodziców. Wielu się o tym przekonało na przykład w sytuacji, kiedy niezadowolona z rodziców pociecha sama zadzwoniła pod specjalny numer infolinii. Akcje specjalnych służb chroniących dzieci przypominają wtedy akcje antyterrorystów. „Donosicielstwo” natomiast, oczywiście w dobrej sprawie, stało się niemalże normą w tamtej części Europy. Sąsiedzi, przechodnie na ulicy, nauczyciele…. Wszyscy pilnują, czy aby matka albo ojciec nie traktują źle swojego maleństwa.

No, ale co kraj, to obyczaj… Brazylijski styl wychowania również wpisuje się we współczesne, często zażarcie krytykowane trendy, które opierają się na założeniu, że dziecko posiada pełnię praw i przywilejów. Przy czym tam rodzice rozumieją to w ten sposób, że dzieci, jaki i oni, mają prawo do takiego samego stylu życia. Zabierają więc swoje pociechy praktycznie wszędzie: od restauracji, poprzez wyprawę w góry, aż po całonocne imprezy. Stosunek do pociech od początku oparty jest bowiem na przyjaźni, znacznie bardziej niż na hierarchii, nakazach i zakazach.

W Japonii natomiast popularne jest wychowywanie dzieci metodą mimamoru, która polega na nieangażowaniu się w żadne dziecięce konflikty, które stanowią według Kraju Wiśni szansę na nauczenie się dorosłości. Kształtowanie samodzielności jest również traktowane w sposób priorytetowy w Australii, gdzie przy wielu szpitalach funkcjonują prawdziwe „szkoły snu”, w których około 3-miesięczne niemowlęta uczone są samodzielnego zasypiania. Rodzic melduje się z dzieckiem w takiej „szkole” na czas dziecięcego snu, a przydzielona im pielęgniarkę uczy dziecko (i rodzica) zasypiania.

Ciekawe jest również podejście Mongołów – trochę jakby „genderowe” - którzy wierzą, że przez pierwsze 3 lata życia dziecko jest w okresie przejściowym między światem boskim i ludzkim, a jego dusza, jak i płeć nie są jeszcze ostatecznie ukształtowane. I tak zarówno dziewczynki, jak i chłopcy traktowani są tak samo. Noszą również ubrania zależnie od upodobania, a nie płci.

Zbliżający się Międzynarodowy Dzień Dziecka to pewnie dobry moment także i na to, aby przypomnieć, że żadne nowinki wychowawcze, nawet te firmowane przez najlepszych naukowców, czy też regulacje prawne nie zastąpią rodzicielskiego instynktu oraz zdrowego rozsądku, a przede wszystkim… rodzinnej miłości.

Adam Szejnfeld
Poseł do Parlamentu Europejskiego
www.szejnfeld.pl
www.kobiecastronazycia.pl
www.facebook.com/PoselSzejnfeld/
www.twitter.com/szejnfeld
www.instagram.com/szejnfeld/
Trwa ładowanie komentarzy...