O autorze
Adam Szejnfeld – były radny, burmistrz, wiceminister gospodarki. Poseł III, IV, V, VI i VII kadencji Sejmu RP. Autor słynnego antybiurokratycznego i progospodarczego „Pakietu Szejnfelda”. Urodzony 13 listopada 1958r. w Kaliszu, mgr prawa – ukończył Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Wydział Prawa i Administracji, kierunek prawo. W przeszłości działacz społeczny i związkowy – w latach osiemdziesiątych członek legalnej i podziemnej ,,Solidarności”, internowany w więzieniach we Wronkach i w Gębarzewie. W latach 2007 – 2009 Sekretarz Stanu w Ministerstwie Gospodarki. W obecnej VII kadencji Sejmu jest przewodniczący Komisji Nadzwyczajnej do rozpatrzenia projektów ustaw deregulacyjnych (wcześniej był przewodniczącym sejmowej Komisji Skarbu Państwa). Jest także członkiem Akademii Polskiego Sukcesu, Kapituły Konkursu „Teraz Polska”, Rady Programu „Polski Sukces” Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska”, Kapituły „Fair Play” Instytutu Badań nad Demokracją i Przedsiębiorstwem Prywatnym oraz Cent For Future i Perły Polskiej Gospodarki anglojęzycznego miesięcznika Polish Market.

Gangrena

Początkowo chory odczuwa ból, ale zgłaszane dolegliwości wydają się być niewspółmierne do widocznych objawów. Dopiero po jakimś czasie rozwój choroby nabiera tempa. Skóra w okolicy rany staje się napięta, blada, wyraźnie chłodna. Ropnej wydzielinie towarzyszy trzeszczenie powstających pod skórą pęcherzyków gazu. Pojawia się trudny do zniesienia odór. Obszar zmian martwiczych rozszerza się błyskawicznie. Toksyny przedostają się wraz z krwią do kolejnych organów wewnętrznych, wywołując w końcu potężny wstrząs. Na tym etapie niewiele można już zrobić. Niekiedy pomaga już tylko amputacja…

Gangrena to straszna choroba. Oczywiście można próbować ją powstrzymać, o ile wystarczająco wcześnie zastosuje się odpowiednie leczenie. Dotyczy to tak organizmu człowieka, jak i państwa. Dzisiaj natomiast gołym okiem widać, że pod obecnymi rządami choroba ta toczy także Polskę. Pierwsze objawy pojawiły się kilka lat temu, zaraz po ostatnich wyborach. Teraz natomiast są być może już ostatnie chwile, aby zatrzymać jej zabójczy marsz, gdyż organizm państwowy z trudem broni się przed toksynami „dobrej zmiany”. Opanowują one coraz ważniejsze tkanki. Niemal od samego początku widać, jak armia PiSiewiczów wysysa życiowe soki kraju. Z jednej strony szeroki strumień publicznych pieniędzy płynie do imperium pewnego zakonnika. Z drugiej strony dodatkowe wynagrodzenia w postaci wysokich premii trafiają do kieszeni ministrów i wiceministrów, a do tego „tymczasowe” posady prezesów spółek skarbu państwa dają krocie ich beneficjentom, którzy po krótkiej „pracy” otrzymują wielomilionowe odprawy… Na tym jednak nie koniec. Kupczenie stanowiskami szerzy się także po ostatnich wyborach. Proceder więc wydaje się nie mieć końca. Pewnie dlatego - jak się dowiadujemy z mediów - do tego wszystkiego doszła gigantyczna afera korupcyjna, największa od ostatnich trzydziestu lat. W Komisji Nadzoru Finansowego. Jeśli to prawda, to oznaczałoby, iż gangrena dotarła już do życiodajnego krwioobiegu nie tylko gospodarki, ale i całego państwa.

Przypadki opisane przez Gazetę Wyborczą znamy doskonale z innych państw. Znamy je z Rosji. Znamy z Ukrainy. Ostatnio czytamy o podobnych na Węgrzech. Tam nie państwo nacjonalizuje prywatny kapitał, lecz ludzie władzy, ludzie określonej partii. Dokonują tego różnymi niecnymi sposobami - szantażem, groźbą, zastraszeniem. Przejmują całe firmy, całe przedsiębiorstwa, banki… Cześć uzyskanych kapitałów idzie oczywiście do kieszeni osób przejmujących interesy, ale reszta trafia do rządzących, do partii władzy. Za nie realizuje się kolejne plany przejęć i oczywiście… kampanie wyborcze!

Każda władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie. To słynne stwierdzenie, XIX-wiecznego brytyjskiego myśliciela lorda Actona, idealnie podsumowuje polską rzeczywistość po 2015 roku. U nas bowiem stopniowo w jednym ręku znalazły się kolejne instytucje państwa. Nie chodzi wyłącznie o Sejm, Senat, Prezydenta czy rząd, bo to oczywiście nie zawsze, ale często jest normą. Chodzi przede wszystkim o spacyfikowany wymiar sprawiedliwości z Trybunałem Konstytucyjnym i Sądem Najwyższym na czele, skrajnie upolitycznioną prokuraturę i służby specjalne, czy w końcu „odbite” niezależne urzędy centralne, w tym organy kontrolne, jak na przykład Komisja Nadzoru Finansowego. W XXI wieku jednak nawet tak wielka kumulacja władzy nie musi automatycznie oznaczać patologii. Nowoczesne demokracje liberalne – poza kulturą polityczną na najwyższym poziomie - wyposażone są bowiem w szereg skutecznych mechanizmów ograniczających samowolę rządzących. Nie w Polsce jednak.


Przez ostatnie trzy lata Prawo i Sprawiedliwość udowodniło, że ma w wielkim poważaniu wszystkie „zawory bezpieczeństwa” demokratycznego państwa: Konstytucję, prawo stanowione, sądownictwo, niezależność instytucji kontroli i nadzoru, swobody obywatelskie, gwarancje dla mniejszości, służbę cywilną i transparentność działania administracji, prawa opozycji, czy w końcu niezależne media… Nic więc dziwnego, że wśród kręgów władzy i zwolenników PiS-u rośnie poczucie bezkarności oraz przekonanie, że dopóty, dopóki decyzje zapadają na Nowogrodzkiej, a nie w Alejach Ujazdowskich, a niezgodne z prawem lub zasadami demokracji działania służą choćby w części partii rządzącej, albo i nawet nie służą, lecz ich ujawnienie mogłoby jej zaszkodzić, to hulaj dusza, piekła nie ma! Jedynym bowiem kryterium oceny jest interes partii. Partii rządzącej. Tak jak kiedyś w PZPR!

Trzy lata wystarczyły więc, by w zastraszającym tempie wzrosła liczba osób, które wierzą, że nawet jeśli jakaś afera koniec końców ujrzy światło dzienne, to sprawie i tak uda się skutecznie ukręcić łeb. Ktoś pomoże. Ktoś się wstawi. Ktoś poręczy. Ktoś zadzwoni tam, gdzie trzeba. Ktoś machnie legitymacją partyjną... Pod jednym warunkiem. Trzeba być blisko PiS-owskiej władzy. Jeśli więc afera wokół KNF zostanie zamieciona pod dywan, to możemy być pewni, że dotyczyła ona nie prywatnych interesów i wynaturzeń określonych osób, ale władzy! Niestety, będzie też dowodem na to, że zabójcza gangrena, która toczy polskie państwo będzie postępowała. Opanuje następne organy i następne, i następne… Aż w końcu doprowadzi do konieczności amputacji części organizmu, bądź… jego śmierci!

Adam Szejnfeld
Poseł do Parlamentu Europejskiego
www.szejnfeld.pl
www.kobiecastronazycia.pl
www.facebook.com/PoselSzejnfeld/
www.twitter.com/szejnfeld
www.instagram.com/szejnfeld/



#AferaKNF #AferaPIS #Złe3lata #ZepsuliCięPolsko #PaństwoPiS #PartyjneSądy #PRLPiS #PiSPRLBis #Pisiewicze #DojnaZmiana #Polska #Praworządność #UE #UniaEuropejska #EPP #EPL #PlatformaObywatelska #PO #AdamSzejnfeld #PE #EPL #EPP #Wielkopolska
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...